Saul Niguez w objęciach kolegów
Saul Niguez w objęciach kolegów PressFocus

Wypadek przy pracy czy Atletico złapało zadyszkę?

W 23. kolejce La Ligi nie zabraknie ciekawych spotkań. Real Madryt dostanie szansę zrewanżowania się Valencii za kompromitującą porażkę z pierwszej części sezonu, a Atletico zmierzy się na wyjeździe z Granadą.

Za ciosem

Celta Vigo zremisowała tydzień temu z Atletico i już za samo urwanie punktów liderowi należą się jej brawa. Tym większe, gdy weźmiemy pod uwagę, że w pierwszej połowie całkowicie zdominowali wyżej notowanych rywali i robili wszystko, by zwyciężyć. Galisyjczycy czekają na ligowe zwycięstwo od 30 grudnia i w piątek zmierzą się z rywalem idealnym do przełamania się.

Istnieje realna potrzeba odniesienia zwycięstwa w 2021 roku. Choć nie mieliśmy dużo czasu od spotkania z Atletico, jesteśmy dobrze przygotowani. Nie niepokoi mnie, że Denis Suarez i Iago Aspas wypowiedzieli się o awansie do europejskich pucharów. Przez całą moją karierę walczyłem o ważne cele. Głównym założeniem jest jednak uniknięcie zagrożenia i zrobienie tego bez nerwówki, która miała miejsce w ostatnich latach – powiedział trener Celty, Eduardo Coudet.

Ich piątkowy rywal, Elche, jest przedostatni w tabeli i nie wygrał w lidze od października. Od tego momentu zespół ten rozegrał piętnaście meczów w La Lidze! Cała nadzieja Jorge Almirnoa w duecie silnych napastników: Lucasa Boye oraz Guido Carillo. Pierwszy z nich ma zresztą z Celtą pewne warunki do wyrównania. Napastnik występował w Vigo przez pół sezonu 2018 roku, ale w 13 spotkaniach nie zdobył ani jednej bramki i wrócił do Torino.

Papierek lakmusowy obecnej formy Atletico

Diego Simeone nie może być zadowolony z sytuacji kadrowej swojego zespołu. Co prawda Yannick Carrasco pokonał już koronawirusa i być może zagra w sobotnim meczu z Granadą, ale z tego samego powodu nadal nieobecni będą podstawowi dla trenera gracze: Mario Hermoso, Thomas Lemar czy Joao Felix. Nadchodzące starcie pokaże, czy remis z Celtą był wyłącznie wypadkiem przy pracy, czy może ktoś wsypał trochę piasku w funkcjonujące dotychczas perfekcyjnie tryby maszyny lidera.

Rywal wydaje się mało imponujący, ale zdecydowanie niebezpieczny. Granada nie jest tak mocna, jak w zeszłym sezonie, gdy sensacyjnie awansowała na miejsce gwarantujące udział w Lidze Europy, ale to nadal piekielnie niebezpieczny zespół, zdolny napsuć krwi każdemu rywalowi. Jeżeli nie wierzycie, spytajcie Barcelonę, która do 88. minuty pucharowego starcia przegrywała z Granadą 0:2.

Jorge Molina i Kenedy znajdują się w naprawdę dobrej formie, zarówno czysto sportowej, jak i strzeleckiej, za to defensywa Atletico – również przez wspomniane absencje – w ostatnich tygodniach nieznacznie obniżyła poziom. Los Colchoneros nie potrafią zachować czystego konta od czterech spotkań, w których stracili aż sześć bramek. Przekonamy się w sobotę, czy zdołają powstrzymać napastników Granady.

Rezerwy Barcelony kontra kandydat do spadku

Jakie Deportivo Alaves jest, każdy widzi. To jedna z najbardziej przezroczystych – obok Elche – zespołów La Ligi, której nic nie dało zastąpienie Pablo Machina osobą Abelardo. Niewykluczone jednak, że w sobotnim meczu sprawią sporo problemów Barcelonie, bo trudno spodziewać się, by Ronald Koeman, mając w perspektywie wtorkowy mecz z PSG, desygnował do gry podstawową jedenastkę.

Niewykluczone, że ponownie na ławce spotkanie rozpocznie Leo Messi, a bez Argentyńczyka Dumie Katalonii trudno jest skruszyć defensywę rywali. Jeśli jednak kapitan i inni liderzy muszą odpocząć, to trudno wyobrazić sobie lepszą okazję niż spotkanie z baskijskim zespołem w przededniu jednego z najważniejszych meczów w sezonie.

Królewskich szansa na zemstę

Jesienne spotkanie pomiędzy Valencią a Realem Madryt z pewnością jest jednym z najbardziej godnych zapamiętania z pierwszej części sezonu. Cztery gole Nietoperzy, z czego trzy po rzutach karnych Carlosa Solera, a do tego, na dokładkę, samobój Raphaela Varane’a. To wówczas zaczęto mocniej kwestionować kadrę Królewskich i postawę defensywy, nawet z Sergio Ramosem na boisku.

W zeszłym tygodniu Real Madryt zagrał zaległe spotkanie z Getafe i wypracował sobie trzypunktowy bufor między sobą, a Barceloną. Królewscy sięgnęli po to zwycięstwo, choć Zinedine Zidane został przez sytuację kadrową zmuszony do zmienienia formacji i desygnowania eksperymentalnego składu – przez co jest ono jeszcze bardziej wartościowe. Valencia to najbardziej nieprzewidywalny zespół w lidze, zdolny zarówno do konkurowania z każdym, jak i do przegrania z zespołem ze strefy spadkowej. Nie wiadomo, która wersja Los Che przyjedzie w niedzielę do Madrytu, ale gospodarze pojedynku z pewnością nie mogą się już doczekać wzięcia rewanżu za kompromitującą porażkę z listopada.

Oby dwa minusy dały plus

Villarreal i Real Betis są w tym sezonie swoimi przeciwieństwami. Żółta Łódź Podwodna remisuje najczęściej w lidze; podopieczni Emery’ego podzielili się punktami aż dwunastokrotnie w pierwszych 22 kolejkach. Verdiblancos są za to bezkompromisowi: 9 zwycięstw, 10 porażek, zaledwie trzy remisy, najmniej ze wszystkich zespołów w La Lidze. Villarreal stawia na kompleksową defensywę, za to Betis przez długie miesiące prezentował “radosny futbol” pod własną bramką i choć od stycznia ich gra obronna się polepszyła, nadal mają na koncie najwięcej utraconych goli w stawce.

Niedzielny pojedynek tych dwóch ekip to z pewnością mecz dwóch niezwykle jakościowych drużyn, których liderzy: odpowiednio Gerard Moreno z jednej oraz Sergio Canales i Nabil Fekir z drugiej strony, znajdują się w świetnej formie. Oby to wystarczyło do zgotowania ekscytującego widowiska.

Komentarze