Zidane po raz kolejny przechytrzył Barcelonę

Zidane i Koeman
Zidane i Koeman PressFocus

Real Madryt pokonał Barcelonę (2:1) i przeskoczył ją w tabeli. W tym triumfie wielka jest rola, deprecjonowanego często, Zinedine’a Zidane’a, który po raz kolejny przechytrzył Ronalda Koemana.

Zidane wygrał szachy z Koemanem, choć Holender poczynił postępy

Pierwsze El Clasico tego sezonu nie było widowiskiem porywającym. Mimo tego, w 7. kolejce Real Madryt wykazał się sprytem i bez większych problemów wywiózł trzy punkty z Camp Nou. Wielka w tym rola Sergio Ramosa, który wywalczył i wykorzystał kluczowy rzut karny. Już wtedy widać było jednak, że Zidane doskonale wie, jak powstrzymać Barcelonę Ronalda Koemana.

Minęła runda i wydawało się, że Duma Katalonii znajduje się w całkowicie innym miejscu. Dowartościowana, wygrywająca kolejne mecze, grająca w całkowicie innej formacji. Zidane był tego świadomy. Zrezygnował z typowego dla Królewskich w tym sezonie 4-3-3, wzmacniając drugą linię osobą Fede Valverde. Choć, być może jest to umniejszanie roli Urugwajczyka, który nie tylko łatał dziury w pomocy, ale też korzystał ze swojej szybkości, robiąc różnicę na skrzydle.

Widać to było zwłaszcza w pierwszej połowie, w której Królewscy mieli pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Zidane, choć Los Blancos również dobrze czują się z piłką przy nodze, oddali ją Barcelonie i postawili podwójne zasieki. Blaugrana została zmuszona do wejścia dziewięcioma zawodnikami na wrogą połowę, a gdy Królewskim udało się odebrać futbolówkę, Vinicius i Fede Valverde szukali przestrzeni między wahadłowymi Barcelony, a skrajnymi stoperami. Tak właśnie zrodziło się pierwsze trafienie. Urugwajczyk minął Jordiego Albę i zbiegł do środka, zabierając ze sobą Clementa Lengleta. Oddał piłkę Lucasowi Vazquezowi, a w wyniku wykonanych przez siebie czynności przy wbiegającym Karimie Benzemie był już tylko Ronald Araujo. Francuz wykorzystał doświadczenie i niesamowitą technikę, by wyprowadzić Królewskich na prowadzenie.

Ten gol, mówiąc kolokwialnie, “ustawił” mecz. Bramka na 2:0 to wypadkowa głupiego faulu, szczęścia i tragikomedii w wykonaniu stojących w murze i na linii zawodników Barcelony.

Koeman odpowiedział, ale Zizou był na to gotowy

Tu jednak, należy oddać Koemanowi, że zauważył, co w drużynie nie funkcjonuje i zareagował w przerwie. Przejście na czwórkę defensorów sprawiło, że to Real Madryt miał problemy. Nieco więcej miejsca znalazło się dla Leo Messiego, a bramkę po ładnej kontrze zdobył najlepszy zawodnik w barwach Blaugrany, Oscar Mingueza, który podłączył się do akcji z prawej obrony.

Zidane jednak ponownie wykazał się elastycznością. Widząc, że Królewscy tracą kontrolę nad spotkaniem, poświęcił Karima Benzemę, Toniego Kroosa i Viniciusa, dzięki czemu jego drużyna mogła przejść na formację z trójką środkowych obrońców. Choć w końcówce Barcelona miała swoje okazje – świetną zmianę dał Ilaix Moriba, który w ostatniej akcji meczu huknął w poprzeczkę – na boisku widać było, że Zidane doskonale wiedział, co robi. Miał plan, ba, nawet dwa czy trzy plany! I wszystkie zdały egzamin. Ostatni tydzień po raz kolejny zadał kłam ludziom uważającym, że Francuz jest kiepskim taktykiem.

Choć trzeba też powiedzieć, że Zidane to chyba jedyny szkoleniowiec, który może pozwolić sobie na schowanie się za podwójną gardą w Klasyku i nie zostać zlinczowanym przez kibiców.

Komentarze